- Zostaw mnie! - krzyknęłam i pośpiesznie wbiegłam do łazienki, zamykając za sobą drzwi.
Słyszałam jeszcze, jak krzyczał moje imię i szarpał za klamkę, chcąc dostać się do środka. Wiedziałam, że ma dużo siły i prędzej czy później wejdzie tutaj. Wiedziałam jednak też, że mnie kocha i zna lepiej, niż ktokolwiek inny. Wiedział, że jeśli znowu dostanę ''atak płaczu'', będę potrzebowała czasu, żeby zostać z samą sobą i wszystko sobie poukładać.
Podeszłam do umywalki i odkręciłam zimną wodę. Oparłam się o nią, czując jak coraz bardziej słaba staję się z dnia na dzień.
Westchnęłam cicho i wolno podniosłam głowę, żeby spojrzeć w lustro.
W dzieciństwie radosna, pełna życia dziewczynka, która wszystkich pocieszała swoim zachowaniem, dzisiaj nie umie pocieszyć samej siebie. Szczęście, które wirowało kiedyś w jej oczach, zostało zastąpione smutkiem i łzami, cisnącymi się do nich, chcąc wypłynąć na wierzch.
Nie mogę im na to pozwolić.
Nie teraz.
Nie mogę zacząć płakać.
Cholera, nie mogę.
Nagle głośny krzyk wydobył się z moich ust. Z całej siły uderzyłam pięściami w lustro, krzycząc cały czas i płacząc jednocześnie.
Nie zwracałam uwagi na to, że moje dłonie są już całe zakrwawione i prawdopodobnie wbiły się w nie odłamki szkła.
Zdaje się, że ból psychiczny pokonał ból fizyczny.
Po chwili ktoś mocno objął mnie w talii. Zaczęłam walić pięściami w jego klatkę piersiową, krzycząc, żeby mnie puścił i dał mi spokój.
Jednak trzymał mnie dalej.
Trzymał tak mocno, jakby bał się, że jeśli mnie puści - straci mnie na zawsze.
Po około dwóch minutach walki, poddałam się. Mój płacz odrobinę ucichł, a ja poczułam jak nie mam już siły i po prostu upadłam na kolana, chowając twarz w dłonie.
Chłopak ukląkł przede mną i lekko chwycił mnie za nadgarstki, odciągając je od mojej twarzy.
Widziałam ból w jego oczach.
- Nie chcę tak żyć. - wyszeptałam, a mój głos drżał - Nie potrafię.